UBÓJ RYTUALNY PO POLSKU

Miły akcent na święta: wolontariusz w schronisku apeluje, żeby nie dawać w prezencie piesków pod choinkę. Żywych piesków. Że zwierzę to nie zabawka nie pluszak, nie maskotka. I że wiele z tych zwierząt jest potem wyrzucanych, gdy się znudzą. Wolontariusz dzieli się opłatkiem z psem w schronisku. Gest miły, intencja doskonała, aczkolwiek trochę mnie razi takie przymusowe wciąganie zwierząt innych niż ludzie w religijne rytuały homosapiensów. No, ale cel szczytny. Zdaje się, że w tym przypadku opłatkiem był plasterek kiełbasy, może po to, by zachęcić czworonożnego bliźniego, a może aby nie urazić ortodoksów opłatkowych takim zhańbieniem rasy ludzkiej.

To w każdym razie rytuał pozytywny, i oby zachęcił do myślenia wszystkie bezmózgie istoty robiące dzieciom podarki ze zwierząt. Miłe to było ze strony telewizji, ale zaraz musieli wszystko zepsuć, bo w następnym materiale pokazali udręczonego przedśmiertną męką karpia, co więcej, na ekranie ukazał się wielki napis: "karp królem świątecznego stołu!"
Infantylizm, głupota, czy podświadome nawiązanie do mordów rytualnych w społecznościach pierwotnych, gdzie ofiarę przed zamęczeniem koronowano i oddawano jej honory, niczym prawdziwemu władcy?


Ryby głosu nie mają, ale czy to znaczy, że nie cierpią?
Sygnalizują to w inny sposób. Otwarty pysk, wybałuszone oczy, rozpaczliwe łapanie odrobiny tlenu, drgawki, rzucanie się – to jest język, którym komunikują nam swój ból. Naszym obowiązkiem jest zrozumieć te sygnały. Naszym obowiązkiem jest mówić głośno i wyraźnie o tym, że nie wolno dla naszej rozrywki, znęcać się nad żywymi, czującymi istotami. Trzymać je tygodniami stłoczone w baliach, gdzie duszą się bez tlenu.
Czy naprawdę ryby czują tak jak my? Wystarczy odrobina dociekliwości, żeby się o tym przekonać. Przeczytajmy na przykład opinię, napisaną przez profesora Andrzeja Elżanowskiego z Polskiej Akademii Nauk, przy okazji jednej ze spraw wytoczonych o znęcanie się nad karpiami.
"Ryby te dzielą ze ssakami i innymi kręgowcami podstawowe elementy systemu motywacyjnego, który ewolucyjnie jest źródłem wszelkich doznań, pozytywnych i negatywnych. Mają odpowiednik ciała migdałowatego (amygdala) i odczuwają strach. Mają takie same zakończenia bólowe jak ssaki, a ich pobudzenie powoduje reakcję całego mózgu. Ból, strach i inne negatywne doznania, od których nie można się uwolnić, powodują stres, który u ryb przejawia się podobnie jak u innych kręgowców."

Tak, ryby to kręgowce, tak samo jak my. I czują tak samo jak my, chociaż nie zbudowały komputerów i nie używają smartfonów.

A może cierpią, ale nie mają świadomości? (tak jakby to coś zmieniało)

Nie ma tu miejsca na przytaczanie wszystkich badań, na wyliczanie eksperymentów mających na celu ustalenie, czy zwierzęta są zdolne do abstrakcyjnego myślenia i na ile są świadome swojego istnienia, bo to rozsadziłoby nasz tekścik. Ograniczmy się więc do przytoczenia podsumowania tych badań, jakiego dokonał w 2012 roku zespół naukowców w Cambridge. Jest to słynna Deklaracja z Cambridge o Świadomości. Grupa międzynarodowych ekspertów z zakresu neurologii poznawczej, neurofarmakologii, neurofizjologii, neuroanatomii oraz neurologii teoretycznej zebrała się na Uniwersytecie w Cambridge, by ponownie ocenić neurobiologiczne podłoże świadomych doświadczeń i związanych z nimi zachowań człowieka i zwierząt innych niż człowiek. Deklaracja została publicznie ogłoszona w Cambridge, w Wielkiej Brytanii, 7 lipca 2012 roku, w czasie "Konferencji o świadomości u ludzi i zwierząt innych niż ludzie".
W deklaracji tej czytamy:

"Badania na temat świadomości rozwijają się błyskawicznie. Pojawiają się liczne nowe techniki i strategie badań ludzi i zwierząt innych niż człowiek. W konsekwencji dostępnych jest coraz więcej danych i konieczna jest reewaluacja wcześniej pojawiających się na tym polu uprzedzeń. (…) W rzeczywistości ośrodki podkorowe aktywne u ludzi w czasie odczuwania emocji są także istotne w tworzeniu się emocji u zwierząt. Sztuczne podrażnienie tych samych regionów mózgu prowadzi do analogicznych zachowań związanych z emocjami zarówno u ludzi jak i u zwierząt innych niż ludzie. Bez względu na to, gdzie w mózgu zwierząt innych niż ludzie powstają emocje instynktowne, wiele z nich jest jednoznaczne z odczuwaniem świadomych uczuć. (…) Dzieci ludzkie oraz zwierzęta inne niż człowiek, nie posiadające kory nowej, zachowują te funkcje umysłowe.
Ptaki wydają się być pod względem zachowania, neurofizjologii oraz neuroanatomii uderzającym przypadkiem równoległej ewolucji świadomości. Dowody na prawie ludzki poziom świadomości były obserwowane u żako. Ssacze i ptasie ośrodki emocji oraz mikroośrodki poznawcze wydają się być znacznie bardziej homologiczne niż wcześniej myślano. (…) Sroki wykazują niesamowite podobieństwa do ludzi, małp naczelnych, delfinów i słoni w czasie badań rozpoznawania własnego odbicia w lustrze.
Deklarujemy, co następuje:
Konwergentne dowody wskazują, że zwierzęta inne niż ludzie mają neuroanatomiczne, neurochemiczne i neurofizjologiczne podłoża stanów świadomości, łącznie z możliwością podejmowania świadomych zachowań. W konsekwencji, waga dowodów wskazuje, że ludzie nie są unikalni pod względem posiadania ośrodków neurologicznych, które budują świadomość. Zwierzęta inne niż ludzie, w tym ssaki i ptaki, a także wiele innych stworzeń, np. ośmiornice, także posiadają odpowiednie podłoża neurologiczne."

Zapamiętajmy z tego chociaż to jedno zdanie: "ludzie nie są unikalni". I zwróćmy uwagę na konsekwentnie używane przez naukowców z Cambridge sformułowanie: "zwierzęta inne niż ludzie". To świadczy o tym, że naukowcy mają wyższy poziom świadomości niż większość ludzi, którzy z maniackim uporem próbują oddzielić człowieka od świata zwierząt, co przypomina jako żywo zabiegi parweniuszy mające na celu ukrycie ich "niskiego" pochodzenia.

Któryś z felietonistów, chyba Michał Ogórek, opowiadał kilka lat temu jak to w wieczór wigilijny trafił z jakichś tam przyczyn na ostry dyżur chirurgiczny, i uderzył go widok kilkuset osób siedzących na szpitalnym korytarzu z otwartymi ustami. Ludzie ci padli ofiarą własnej żarłoczności, i teraz czekali aż chirurg wyciągnie im z gardła ość karpia. W ten sposób, niechcący, karpie odpłacają nam się, po swojej męczeńskiej śmierci, za naszą bezlitosną zachłanność. Za to że chcemy zniszczyć, zadręczyć, zeżreć cały świat, nawet nie z głodu, tylko – dla zabawy.

Dużo się ostatnio mówiło i pisało o prezesie Trybunału Konstytucyjnego, jako o niezłomnym Polaku, walczącym o prawa. To bardzo chwalebne i jesteśmy mu wdzięczni. Ale nie wiem, czy wdzięczne mu są zwierzęta zarzynane dla zabawy przez mniejszości religijne, gdyż to właśnie ten bohater narodowy przeforsował w trybunale ustawę zezwalającą na ubój rytualny, czyli dręczenie zwierząt, którego jedynym uzasadnieniem jest religijny fanatyzm, podszyty sadyzmem. Prezes chwali się w wywiadach swoją religijnością i swoim szacunkiem dla religii innych niż katolicka. Szkoda, że nie ma szacunku ani litości dla zwierząt innych niż człowiek.

Inny, mniej okrutny ale też na swój sposób haniebny rytuał: stajenka z żywymi zwierzątkami. W stajence Maryja, Jozef i Dzieciątko-na-sianie, oraz zwierzęta, ale tylko zwierzęta są autentyczne. Mróz nie mróz, co roku siedzą w kojcu ku uciesze gawiedzi. Dlaczego główne postaci tej sceny są z gipsu? A może by tak jakaś rodzina katolicka się poświęciła i, dla jeszcze większego realizmu stajenki, wcieliła się w główne role, i przez całe święta przesiedziała w charakterze małp w klatce, z gołym dzieciątkiem wystawionym na widok? To by dopiero była świąteczna atrakcja dla turystów!

Uderzający jest kontrast między podłością, z jaką traktujemy zwierzęta, a gębami pełnymi frazesów o naszej dobroci, pojednaniu, umiłowaniu, natchnieniu, zadumie. Te gęby w okresie świątecznym robią się jeszcze pełniejsze, o mało nie pękną z samozadowolenia. Tłumy przewalają się po supermarketach, patrzą obojętnie na duszące się w balii karpie, a z głośników płynie natrętne "luli luli laj, słodkie dzieciąteczko", i nikt nawet nie pomyśli o tym, że istoty czujące ból i strach umierają na raty, powoli, w błotnistej i krwawej mazi udającej obłudnie wodę. Raz tylko widziałem normalną reakcję, mamusia przechodząca z dzieckiem powiedziała do dziecka "nie patrz na to, to straszne…"

Od lat nie obchodzę świąt, nie tylko dlatego że nie potrzebuję ani wiary, ani religii, ani pustych, dętych rytuałów, ale przede wszystkim ponieważ nie chcę mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy z tej okazji robią sobie zabawę w dręczenie czujących istot.
Trwa ładowanie komentarzy...