O autorze
Im dłużej żyję, tym bardziej nie lubię świata. Im lepiej poznaję homo sapiens, tym bardziej żal mi innych zwierząt. Jest dla mnie szokujące, że znakomita większość intelektualistów nie zajmuje się niczym poza sprawami ludzi – tak jakby inne gatunki były gorsze. Niestety, również większość pisarzy obarczona jest tą antropocentryczną ślepotą. Mało kto zdaje sobie sprawę, że na przykład tak pogardzana przez ludzi świnia – w hierarchii wartości etycznych stoi znacznie wyżej od człowieka. Chociażby dlatego, że nie zabija, nie znęca się, nie dręczy. Zadaniem światłego, świadomego człowieka powinna być walka o ograniczenie ilości cierpień. Tych zadawanych innym gatunkom, i tych, które zadajemy sobie nawzajem. To jedyny sensowny cel życia.

Trochę więcej konkretów o mnie.

HOMO MEDICUS

Władca życia i śmierci. Monopolista. Kompletnie niezależny finansowo od pacjenta, mimo że z jego pieniędzy żyje. Posiadający (przynajmniej z pozoru) wiedzę tajemną, niedostępną dla ogółu. Z racji tajności tej wiedzy niedostępny dla sądów, bezkarny (który sędzia zna się na medycynie?) Sąd musi polegać na zdaniu biegłych – kolegów po fachu lekarza. Tych kilka elementów razem daje mieszankę piorunującą. Wytwarza homo medicusa – zarozumiałego, nadętego, aroganckiego, chamskiego i bezczelnego, przekonanego (i słusznie) o swojej absolutnej bezkarności.

Jak wyraża się ta mieszanka?
Przede wszystkim mową ciała. Miny nadęte, obrażone, wściekłe, wznoszenie oczu do nieba, wzruszanie ramion, odwracanie się plecami.
Chód rozkraczony: to idę ja, salowa, ordynator, ktoś z systemu, schodźcie mi wszyscy z drogi!
Spojrzenie: brak spojrzenia. Spojrzenie uciekające. Panicznie boją się kontaktu wzrokowego, bo to może być wstępem do tego, że pacjent o coś zapyta. A na to nie ma czasu, trzeba przecież tłuc forsę, czekają trzy etaty, osiem dyżurów, prywatny gabinet i dwie prywatne przychodnie.
Jest to zresztą powszechne obecnie zjawisko w szpitalach – lekarze chowają się przed pacjentami, przed ich rodzinami, udają, że ich nie ma. Rozmowa z lekarzem jest trudniejsza do osiągnięcia niż audiencja u papieża.



Wygląd. Niechlujny. Swoją drogą to dziwne, że lekarz, który zarabia kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, nie może sobie pozwolić na upranie i odprasowanie fartucha. Jakiż kontrast między policjantami w mundurach jak spod igły a tymi łapiduchami.

Gdybym miał dobrać jedno jedyne słowo, z którym kojarzy mi się lekarz, powiedziałbym bez zastanowienia: chamstwo. Większość lekarzy, z którymi się zetknąłem, o których słyszałem lub czytałem – to chamy. Chamstwo jest cechą niezależną od wykształcenia, chamem może być osobnik, który ma całą kolekcję dyplomów. Tak jak człowiekiem kulturalnym i subtelnym może być bezdomny alkoholik. Nie jest to żadne odkrycie. Ale tutaj, w tej dziedzinie, jest ono krzyczące, razi, bo mamy do czynienia wyłącznie z ludźmi wykształconymi. I nie jest to wykształcenie byle jakie, tylko solidne, długie i ciężkie studia.
Dlaczego w naszej epoce uprzejmości (przynajmniej pozornej) gładkości ("miłego dnia", "w czym mogę pomóc?") istnieje taka enklawa chamstwa?
Homo medicus obejmuje wszystkich w systemie – nie tylko lekarzy, ale też rejestratorki, salowe, pielęgniarki, sprzątaczki. Jeszcze najbardziej kulturalni są tacy prości ludzie, co wożą chorego wózkiem z izby przyjęć na oddział.

Plecy. Szpital to świat pleców. Lekarze idąc pokazują nam tylko plecy. Pędzą, pędzą, żeby jak najszybciej zatrzasnąć się w swoim pokoju lekarskim. Pokoje lekarskie – to pokoje bez klamek, z klamką tylko od środka. To odwrotność słynnych pokoi bez klamek w szpitalach psychiatrycznych. Mimo woli lekarze w ten sposób wpychają pacjentów i ich rodziny do świata bez klamek.

System ten trzeba zmienić od podstaw, przewrócić do góry nogami, zniszczyć, wyrwać z korzeniami i zbudować nowy, oparty na zdrowych zasadach.
Całkowite rozmontowanie dotychczasowego systemu to zadanie numer jeden.
Nie będzie łatwo zburzyć tę feudalną strukturę, ale w końcu nie takie już bastiony padały. Co potrzeba do rewolucji? Uciśnionych i przywódców, oczywiście.
Uciśnieni już są, i to w dużych ilościach. Wystarczy posiedzieć chwilę w kolejce na korytarzu szpitala czy państwowej przychodni i posłuchać, co ludzie mówią. Pacjenci dobrze wiedzą, że są robieni w konia. Narzekają prywatnie, między sobą. Jednak głośno tego nie mówią, bo się boją. Tłum pacjentów jest bezkształtny, niezorganizowany. Służba zdrowia jest zorganizowana świetnie. To znaczy świetnie w tym sensie, że świetnie broni własnych interesów. W tej dziedzinie służba zdrowia działa perfekcyjnie.
Trwa ładowanie komentarzy...