HOMO MEDICUS

Władca życia i śmierci. Monopolista. Kompletnie niezależny finansowo od pacjenta, mimo że z jego pieniędzy żyje. Posiadający (przynajmniej z pozoru) wiedzę tajemną, niedostępną dla ogółu. Z racji tajności tej wiedzy niedostępny dla sądów, bezkarny (który sędzia zna się na medycynie?) Sąd musi polegać na zdaniu biegłych – kolegów po fachu lekarza. Tych kilka elementów razem daje mieszankę piorunującą. Wytwarza homo medicusa – zarozumiałego, nadętego, aroganckiego, chamskiego i bezczelnego, przekonanego (i słusznie) o swojej absolutnej bezkarności.

Jak wyraża się ta mieszanka?
Przede wszystkim mową ciała. Miny nadęte, obrażone, wściekłe, wznoszenie oczu do nieba, wzruszanie ramion, odwracanie się plecami.
Chód rozkraczony: to idę ja, salowa, ordynator, ktoś z systemu, schodźcie mi wszyscy z drogi!
Spojrzenie: brak spojrzenia. Spojrzenie uciekające. Panicznie boją się kontaktu wzrokowego, bo to może być wstępem do tego, że pacjent o coś zapyta. A na to nie ma czasu, trzeba przecież tłuc forsę, czekają trzy etaty, osiem dyżurów, prywatny gabinet i dwie prywatne przychodnie.
Jest to zresztą powszechne obecnie zjawisko w szpitalach – lekarze chowają się przed pacjentami, przed ich rodzinami, udają, że ich nie ma. Rozmowa z lekarzem jest trudniejsza do osiągnięcia niż audiencja u papieża.



Wygląd. Niechlujny. Swoją drogą to dziwne, że lekarz, który zarabia kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, nie może sobie pozwolić na upranie i odprasowanie fartucha. Jakiż kontrast między policjantami w mundurach jak spod igły a tymi łapiduchami.

Gdybym miał dobrać jedno jedyne słowo, z którym kojarzy mi się lekarz, powiedziałbym bez zastanowienia: chamstwo. Większość lekarzy, z którymi się zetknąłem, o których słyszałem lub czytałem – to chamy. Chamstwo jest cechą niezależną od wykształcenia, chamem może być osobnik, który ma całą kolekcję dyplomów. Tak jak człowiekiem kulturalnym i subtelnym może być bezdomny alkoholik. Nie jest to żadne odkrycie. Ale tutaj, w tej dziedzinie, jest ono krzyczące, razi, bo mamy do czynienia wyłącznie z ludźmi wykształconymi. I nie jest to wykształcenie byle jakie, tylko solidne, długie i ciężkie studia.
Dlaczego w naszej epoce uprzejmości (przynajmniej pozornej) gładkości ("miłego dnia", "w czym mogę pomóc?") istnieje taka enklawa chamstwa?
Homo medicus obejmuje wszystkich w systemie – nie tylko lekarzy, ale też rejestratorki, salowe, pielęgniarki, sprzątaczki. Jeszcze najbardziej kulturalni są tacy prości ludzie, co wożą chorego wózkiem z izby przyjęć na oddział.

Plecy. Szpital to świat pleców. Lekarze idąc pokazują nam tylko plecy. Pędzą, pędzą, żeby jak najszybciej zatrzasnąć się w swoim pokoju lekarskim. Pokoje lekarskie – to pokoje bez klamek, z klamką tylko od środka. To odwrotność słynnych pokoi bez klamek w szpitalach psychiatrycznych. Mimo woli lekarze w ten sposób wpychają pacjentów i ich rodziny do świata bez klamek.

System ten trzeba zmienić od podstaw, przewrócić do góry nogami, zniszczyć, wyrwać z korzeniami i zbudować nowy, oparty na zdrowych zasadach.
Całkowite rozmontowanie dotychczasowego systemu to zadanie numer jeden.
Nie będzie łatwo zburzyć tę feudalną strukturę, ale w końcu nie takie już bastiony padały. Co potrzeba do rewolucji? Uciśnionych i przywódców, oczywiście.
Uciśnieni już są, i to w dużych ilościach. Wystarczy posiedzieć chwilę w kolejce na korytarzu szpitala czy państwowej przychodni i posłuchać, co ludzie mówią. Pacjenci dobrze wiedzą, że są robieni w konia. Narzekają prywatnie, między sobą. Jednak głośno tego nie mówią, bo się boją. Tłum pacjentów jest bezkształtny, niezorganizowany. Służba zdrowia jest zorganizowana świetnie. To znaczy świetnie w tym sensie, że świetnie broni własnych interesów. W tej dziedzinie służba zdrowia działa perfekcyjnie.
Trwa ładowanie komentarzy...