O autorze
Im dłużej żyję, tym bardziej nie lubię świata. Im lepiej poznaję homo sapiens, tym bardziej żal mi innych zwierząt. Jest dla mnie szokujące, że znakomita większość intelektualistów nie zajmuje się niczym poza sprawami ludzi – tak jakby inne gatunki były gorsze. Niestety, również większość pisarzy obarczona jest tą antropocentryczną ślepotą. Mało kto zdaje sobie sprawę, że na przykład tak pogardzana przez ludzi świnia – w hierarchii wartości etycznych stoi znacznie wyżej od człowieka. Chociażby dlatego, że nie zabija, nie znęca się, nie dręczy. Zadaniem światłego, świadomego człowieka powinna być walka o ograniczenie ilości cierpień. Tych zadawanych innym gatunkom, i tych, które zadajemy sobie nawzajem. To jedyny sensowny cel życia.

Trochę więcej konkretów o mnie.

KTO ZNISZCZY NIEZALEŻNE SĄDOWNICTWO?

Wizyta u Pani Prezes Sądu była krótka, ale wrażeń dużo. Włosi nazywają to muro di gomma, ściana z gumy. Ja bym to raczej określił jako ściankę wspinaczkową, która nie daje żadnego punktu zaczepienia. Do tego dochodzi element magnetofonowy: powtarzanie w kółko tego samego komunikatu, kompletnie nieadekwatnego do sytuacji. Były też pozory grzeczności. A więc: nie czekałem dłużej niż dwie minuty. Pani Prezes wyszła ze swojego gabinetu aby się ze mną przywitać i zaprosić mnie do środka. Na pożegnanie wstała i też podała mi rękę. Pod tymi pozorami kryła się, a w właściwie wcale się nie kryła, obojętność, arogancja, żeby nie powiedzieć… Nie, lepiej nic już nie mówmy. Przejdźmy do konkretów.

Idąc tam, wiedziałem, że prezes sądu nie ma wpływu na treść wyroków ani decyzji sędziego. To wynika z zasady niezawisłości sędziowskiej. Wyobrażałem sobie jednak, że ta niezawisłość ma pewne ograniczenia. To znaczy: sędzia nie może prowadzić sprawy prawomocnie umorzonej. Sędzia nie może podejmować decyzji całkowicie arbitralnych. Nie może działać niezgodnie z kodeksem postępowania karnego.

Jakże byłem naiwny.

Położyłem na biurku Pani Prezes dwa dokumenty: decyzję sprzed dwóch lat o umorzeniu zarzutów. I decyzję sprzed dwóch tygodni, o tym że sędzia stawia mi te same zarzuty. Sygnatura akt identyczna, a więc nie może być mowy o żadnym efekcie archiwum X – znaleziono zwłoki czy też wystąpiły jakieś inne nowe okoliczności – bo wówczas zmieniłaby się sygnatura sprawy.

Pani Prezes raczyła wprawdzie spojrzeć na dokumenty, lecz zamiast powiedzieć "faktycznie, coś tu nie gra", wygłosiła formułkę: "proszę pana, ja nie mogę ingerować w decyzje sędziego, bo sędzia jest niezawisły", przy czym formułkę tę wygłosiła nieprzyjemnym, aroganckim tonem.

Każdą moją próbę drążenia tematu: "ale czy to znaczy, że może postępować zupełnie dowolnie?" – kwitowała wygłaszaniem tej samej formułki o niezawisłości sędziów, tak jakby była lalką, która odtwarza ten sam, uprzednio nagrany, tekst.

Po kilku minutach zrozumiałem, że nie osiągnę nic więcej poza wielokrotnym odsłuchaniem tego samego zdania. Równie dobrze mógłbym spotkać się z manekinem. Wprawdzie pod koniec tej przepychanki słownej manekin obiecał, że zapozna się jednak z aktami sprawy, ale uczynił to w równie dziwny, manekinowy sposób, i było to raczej wymuszone przeze mnie, a sposób w jaki manekin się zgodził sugerował, że jest to tylko kolejna formułka, odtwarzana dla wyjątkowo upartych gości.
– Ja nie znam akt – powiedział manekin
– A czy można liczyć, ze Pani się z nimi zapozna? – rzuciłem szybko.
– Owszem… – manekin wysyczał to z pewnym wahaniem.
– W takim razie czy mogę Panią odwiedzić za jakiś czas?
– Owszem… – po tym słowie nastąpiła chwila przerwy, podczas której odniosłem wrażenie, że manekin szuka jakiejś deski ratunku. Wreszcie znalazł – Ale może Pan do mnie napisać.
– W jakiej sprawie? Mam się z Panią umówić listownie?
– Nie. Umówić się Pan może telefonicznie, przez sekretariat – to już nie było wysyczane, a raczej wywarczane.
Nie dowiedziałem się w końcu, w jakiej sprawie miałbym do Pani Prezes napisać. Przecież jeżeli ona zapozna się z aktami, to ona będzie miała nowe informacje, nie ja. Więc o czym miałbym do niej pisać?

Procedura pożegnalna cechowała się taką samą grzecznością, jak powitalna. Wyjście zza biurka, uścisk dłoni, do widzenia, do widzenia.

Wyszedłem zniesmaczony. Coś jest nie tak z sądownictwem. Całkowita niezależność przerodziła się w totalną dowolność. Jeżeli sędzia może oskarżać w sprawie prawomocnie umorzonej, to znaczy również, że może orzec dowolną karę. Na przykład karę śmierci. Czemu nie?

Istnieją pewne mechanizmy, które powinny trzymać sędziego w ryzach, a w każdym razie w ramach kodeksu postępowania karnego. Zobaczymy jak to działa. Piszę właśnie skargę do Rzecznika Dyscyplinarnego przy Krajowej Radzie Sądownictwa. Ciekaw jestem, czy on też odpowie, że sędzia jest niezawisły i może robić, co mu się żywnie podoba?

Wiem, drogi Czytelniku, co teraz myślisz i co chcesz napisać w komentarzu: mój tekst jest wymarzonym tekstem dla PiS-u. A może nawet został napisany na zlecenie tego ugrupowania.
Otóż nic z tego. PiS i jego metody niczego w tej dziedzinie nie poprawią. Tylko pogorszą, robiąc z sędziów marionetki jednej partii. Tutaj potrzebne są mechanizmy wymuszające uczciwość sędziowską, ale nie obarczone żadnym politycznym zabarwieniem. Ciężka sprawa. Jak zachować niezależność sądów, a zarazem poddać nieuczciwych sędziów pewnej dyscyplinie, która nie pozwoli im na całkowite rozprzężenie?
Musimy wykształcić, wypracować, jakiś system, który będzie chronił społeczeństwo przed całkowitą dowolnością i anarchią. A właściwie przed totalitaryzmem, bo obecny system jest, wbrew pozorom, systemem totalitarnym. Brak kontroli prowadzi nieuchronnie do totalitaryzmu, i trójpodział władzy rozumiany jako całkowita dowolność w działaniu sędziów, nie tylko w kwestiach merytorycznych, lecz również proceduralnych, jest tego jaskrawym przykładem. Jeżeli prezes sądu akceptuje to, że sędzia postępuje wbrew prawu – to już jest oznaką, że z sądownictwem jest bardzo źle.

Trójpodział władzy – tak. Anarchia – nie. Nie możemy się sztywno trzymać zasady totalnej wolności sędziów. Jak dalece ta wolność bywa nadużywana, zobaczyłem po raz pierwszy, jeszcze zanim zetknąłem się osobiście z sądownictwem, w pewnym reportażu o działaniach drogówki. Patrol zatrzymuje osoby, które popełniły dość poważne wykroczenia. Kierowcy karani są mandatami i punktami karnymi. Któryś z kolei zatrzymany, kierowca który znacznie przekroczył prędkość w terenie zabudowanym – wyciąga legitymację sędziowską i pokazuje policjantom. Ci odstępują od ukarania go. Nie wolno im.
Jak się ten aspekt niezawisłości sędziowskiej ma do wykonywanej przez nich funkcji? Czy dlatego, że mają bezstronnie rozsądzać sprawy obywateli, wolno im nie przestrzegać przepisów, nawet drogowych? Przecież chyba sędzia powinien dawać dobry przykład, być wzorem do naśladowania dla obywateli, w każdym razie w dziedzinie przestrzegania prawa.

Wracając do ataku na sądownictwo, jaki prowadzi PiS. Zapewne atak ten i tak by nastąpił, bo taka jest długofalowa strategia tej partii. Jednak to sami sędziowie ten atak ułatwili. Sędziowie są grupą zawodową o bardzo niskim stopniu zaufania społecznego. W październiku 2016 r. Kantar Public (dawniej Zespół Badań Społecznych TNS Polska) zapytał Polaków o ich zaufanie do instytucji publicznych. Wyniki? Jak widać u góry. I to już nie jest jednostkowy przypadek, który opisałem, i który mógłby być jakimś "wypadkiem przy pracy". To badanie na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1052 mieszkańców, techniką wywiadu bezpośredniego.

Obywatele, którzy zostali potraktowani przez sędziów tak, jak ja zostałem potraktowany, zapewne nie będą dzielić włosa na czworo i zastanawiać się, jak można naprawić system, unikając jednocześnie upartyjnienia sądów. Nie, większość z nich przyłączy się ochoczo do działań PiS-u, widząc w nim mściciela swoich krzywd. To najprostsza, i na swój sposób logiczna, reakcja. I jeżeli dzięki ich poparciu PiS-owi uda się zniszczyć niezależne sądownictwo, to niestety wy, nieuczciwi sędziowie, będziecie mogli sobie powiedzieć, że sami przyczyniliście się do uruchomienia lawiny, która was zmiotła.
Trwa ładowanie komentarzy...